Bożyszcze nastolatek i niestrajkujący muzyk?
Data Wrzesień 27th, 2010 godzina 11:51 am autor admin

Bożyszcze nastolatek

Zjawisko fanów i fanklubów pewnie jest tak stare, jak działalność artystyczna. Jednak fanki gotowe biegać za swym ulubionym piosenkarzem na każdy koncert i walczyć o autografy, to już coś bardziej współczesnego. Zostało zapoczątkowane w Stanach Zjednoczonych Ameryki w okresie drugiej wojny światowej. Jak się okazuje, pierwszym gwiazdorem, który doświadczył tego na własnej skórze był Frank Sinatra. Gdy stał się popularny nastolatki za nim szalały i były, gotowe zrobić naprawdę dużo, by był uprzejmy podpisać zdjęcie ze swoją uśmiechniętą twarzą. Najwyraźniej znał się on na rzeczy, bo raczej podsycał żądze młodych Amerykanek i grzecznie, z radością odpowiadał na ich oczekiwania. Być może i to podejście do fanów, a właściwie fanek, pomogło mu tak długo pozostać aktywnym wokalistą. Zresztą bycie pierwszym w historii idolem reprezentującym muzykę popularną z pewnością zobowiązywało. Po prostu nie wypadało nie być bożyszczem kobiet, aż do śmierci, skoro z tej właśnie pozycji się zaczynało karierę.

Niestrajkujący muzyk

Strajk muzyków? A cóż to za wynalazek? Brzmi co najmniej osobliwie, żeby nie powiedzieć nieprawdopodobnie. Jednak faktycznie działy się takie rzeczy w latach czterdziestych XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Faktycznie muzycy strajkowali, ale ci, którzy należeli do związku zawodowego. No tak, to też brzmi trochę dziwnie, ale również jest prawdziwe. Do tego związku mogli należeć wszyscy ci, którzy grali na jakichś instrumentach. Natomiast nie było w zwyczaju, by za muzyków uważać solistów. Właśnie dzięki temu udawało się Frankowi Sinatrze odnosić pewne sukcesy estradowe już na początku kariery. Wtedy soliści byli w cenie, bo w końcu wydarzenia kulturalne musiały się dziać. Jednak ich części artystyczne były zagrożone, właśnie przez wspomniany strajk muzyków. Wówczas zamiast całej orkiestry występowali soliści, posiłkujący się techniką vocal play. Czyli oprócz tego, że śpiewali na scenie, wydawali też dźwięki imitujące instrumenty muzyczne. Generalnie więc, stawali się ulubieńcami publiczności, robiąc coś, za co dziś można dostać się do programu „I’ve got talent”.