That’s life
Data Wrzesień 26th, 2010 godzina 11:52 am autor admin

Życie w Las Vegas

Przez chwilę Frank Sinatra zniknął ze sceny, ale pojawił się już w latach sześćdziesiątych. Odnalazł się w Las Vegas. Występował tam przez blisko dwadzieścia lat. Śpiewał tam swoje największe przeboje. Bywało, że był na scenie z najróżniejszymi gwiazdami. Jedną z nich była polska diva Violetta Villas. Przez pewien czas śpiewali w duecie w Casino de Paris. Ich najlepszym numerem był utwór „Stranges in the Night”. Być może występy w Las Vegas nie są specjalnym powodem do dumy, niemniej śpiewanie z samym Frankiem Sinatrą to jest coś. Jak się okazuje po raz kolejny niezbyt doceniliśmy rodzimą gwiazdę. Dziś Violetta Villas pozostaje samotna  i ludzie patrzą na nią z przymrużeniem oka. Mało kto pamięta, że kiedyś miała naprawdę wspaniały głos i śpiewała z Frankiem Sinatrą. Na długi czas stał się on atrakcją Las Vegas i nie da się ukryć, że w mieście hazardu i wiecznej zabawy czuł się jak ryba w wodzie. Jednocześnie jednak kontynuował pracę nad swoim repertuarem i realizował się jako aktor.

Aktorstwo

W latach czterdziestych Frank Sinatra rozpoczął również karierę aktorską. Nigdy nie kończył żadnej szkoły w tym kierunku, jedyne od czego zaczynał to uroda, osobowość i zapał do pracy. Jego pierwsze filmy przeszły bez echa. Natomiast w 1953 roku stał się też niekwestionowaną gwiazdą kina. Wówczas to zdobył Oskara za drugoplanową rolę męską w filmie „Stąd do wieczności”. Tak ogromnego sukcesu nie udało mu się już powtórzyć, chociaż dwa lata później otrzymał nominacje do Oskara w kategorii aktor w roli głównej. Później jego filmy bywały różnie oceniane przez krytyków, ale do końca pozostał świetnym aktorem z pasją. Po raz ostatni w filmie fabularnym zagrał w 1968 roku. Później zdarzało mu się już tylko występować w filmach dokumentalnych, przede wszystkim tych o sobie. Poza tym do końca pozostał wierny swojej pierwszej pasji czyli śpiewaniu. Ostatni raz dał publiczny koncert w 1995 roku, czyli niespełna trzy lata przed śmiercią. Powodem zejścia ze sceny nie była niemożność śpiewania, ale kłopoty z pamięcią wokalisty.